Jestem Margaret. Jestem zwykłą, siedemnastoletnią dziewczyną. Na ogół spędzam wiele czasu z przyjaciółmi, bo rodzeństwa nie mam. Moi rodzice - Daisy i Jerry mają ze mną świetny kontakt. Bardzo ich kocham. Nigdy nie ufałam komuś, tak jak im. Może mi nie uwierzycie, ale przyjaźniłam się z Justinem Bieberem. Od małego mieszkam w Stanford, czyli tam, gdzie aktualnie mieszkają dziadkowie Biebera. Już jako dziecko wiedziałam, że z tego chłopaka wyrośnie wielka gwiazda. Zawsze gdy się spotykaliśmy u mnie albo u niego zaczynał mi grać i śpiewać. Jeszcze wtedy śmiałam się z tego, że on uważa, że ma talent. Miał go, ale ja nie chciałam dopuścić do tego, by mi uwierzył. Po prostu byłam zazdrosna o to, że ja nie byłam tak uzdolniona. Odkąd pamiętam chciałam grać na gitarze. Przyszłam do Justina, a ten co? W ręku trzyma gitarę i gra. Oj tak, miałam cudowne dzieciństwo, jednak w wieku 14 lat skończyło się. Justin przyszedł do mnie gdy tylko wróciłam ze szkoły, przytulił mnie i powiedział "przepraszam". Chciałam zapytać o co chodzi, lecz on był pierwszy. "Wyjeżdżam" - powiedział. Zamurowało mnie. Myślałam, że żartuje, ale taka była prawda. Niestety. Obiecał, że wróci. Że mnie nie zostawi. A jednak. Przez kolejne 3 lata nie dawał żadnych znaków życia. Jedyne gdzie go widziałam to MTV gdzie dawał wywiady lub VIVA gdzie puszczali jego piosenki, przy których zawsze płakałam. Zwątpiłam w to, że jeszcze kiedyś go zobaczą, że coś mi zaśpiewa. W sumie to nie miało szans. Kiedyś blisko, a teraz pewnie w zupełnie innej części świata. Tak bardzo chciałam się wtulić w jego tors, poczuć jego bicie serca, zrównać swój oddech z jego oddechem. Niestety chyba za bardzo mi na tym zależy - nigdy nie dostawałam tego co chciałam. Nadchodziły moje 17 urodziny. Ze względu na to dostałam od rodziców laptopa i internet. Sprawdziłam które portale społecznościowe opłaca się zakładać. Na 1 miejscu był facebook, później gg a na 3 twitter. Wiele osób z zupełnie innych rejonów świata go posiada, więc jako pierwszego właśnie twittera sobie założyłam. Wypełniłam nade i już poznawałam ludzi. Było tak wiele osób z ikonką Justina na avatarze. Znowu w oczach stanęły mi łzy.. Sprawdziłam czy Justin też go ma. Miał ! Znalazłam sposób kontaktowania się z nim. Kliknęłam "obserwuj" i czekałam. Nie wiem na co, ale czekałam. Po jakimś czasie dostałam prywatną wiadomość.
Po jakimś czasie wyświetlił mi się tekst "Mag? Cieszę się, że tu jesteś. Stęskniłem się. Nadal jesteś w Stanford?". Wiadomość była od JUSTINA ! Dawno nikt nie mówił do mnie "Mag". Robił to tylko Justin. Był taki kochany.. Zaczęłam mu odpisywać "Jus. Hej ! Ja też się stęskniłam. Bardzo bym chciała się z Tobą spotkać. Chciałabym, żeby było tak jak kiedyś. Żebyśmy się wygłupiali, śmiali się ze wszystkiego co popadnie. Tak, jestem w Stanford i nie zamierzam się stąd ruszać dopóki Cię nie zobaczę. Błagam, przyjedź jak najszybciej. Proszę.." - wysłałam do Justina. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, ile ten chłopak dla mnie znaczy. Jak ja za nim cholernie tęsknię. Po raz kolejny zobaczyłam kopertę na moim twitterze. To Juss. Odpisał "Jutro daję ostatni koncert z trasy Believe w Berlinie. Po tym mam 4 miesiące wolnego. Całe 4 miesiące chcę spędzić z Tobą i spróbować to odpracować. Te całe 3 lata. Przyjadę do dziadków. O ile chcesz mnie jeszcze widzieć..".
-On zgrywa takiego głupka czy taki się zrobił przez te 3 lata? - pomyślałam. - Jasne, że chcę się z Tobą zobaczyć !
Odpisałam "Zgłupiałeś?! Jasne, że chcę się z Tobą zobaczyć. Śniłeś mi się przez 3 lata. Porozmawiamy jak przyjedziesz. Czekam. Pa =*". Jeny, ten człowiek nawet nie wie, że jest jedynym chłopakiem, którego tak bardzo teraz pragnę przy sobie. Po raz kolejny zobaczyłam kopertę na ekranie. Treść wiadomości to "Pa =** Dobranoc ♥". Faktycznie, była już 23. Powinnam już się kłaść spać. Justin też, bo zaśpi na koncert. Chciało mi się płakać. Nie wiem czy ze szczęścia, czy tak było mi smutno na myśl, że za 4 miesiące znowu go nie będzie. Nie chciałam tego, ale taki obowiązek sławnego Justina.
-Margaret, chodź przez chwile przestań o tym myśleć. Będziesz z nim przez 4 miesiące. - powiedziałam sama do siebie i poszłam do toalety. Wzięłam piżamę i czystą bieliznę. Gdy puściłam wodę, poczułam jak najmniejsza kropelka zmywa ze mnie cały stres i ból. Długo nie mogłam zasnąć przez Justina, ale w końcu musiałam. Usnęłam dopiero około 1 w nocy.
_________________________
Hejka :) Rozdział nie jest zbyt ciekawy. Jeśli chcecie, żebym was informowała o następnych rozdziałach piszcie swoje loginy do twittera. Albo po prostu śledźcie mój profil :
swietne to, fajnie sie zaczyna <3
OdpowiedzUsuń